poniedziałek, 13 października 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 7

Rozdział 7

Carrie wciągała oddechy i szybko je wypuszczała. Hiperwentylacja i omdlenie byłyby najbardziej żenującą rzeczą, jaką mogłaby teraz zrobić, ale twarz Zayna była schowana na jej szyi, a była to jej znacząca strefa erogenna. Jeśli ją tam poliże, obrabuje dla niego bank. Kiedy poczuła jego język prześlizgujący się po jej gardle, cała zadrżała. Zayn zacieśnił uścisk a potem, drań, zrobił to ponownie. Gęsia skórka pojawiła się na całym jej ciele, żądza krzyczała w niej niczym piekło. Jej sutki były koralikami, pragnącymi, by jego usta zrobiły z nimi to, co właśnie wyczyniały z jej szyją. Już mogła wyobrazić sobie, jak omiatał jej sutki językiem, podczas gdy ona by się przyglądała. Podniosłaby sukienkę, wsunęła rękę do swoich majteczek i pocierałaby pulsującą łechtaczkę aż do orgazmu, którego tak rozpaczliwie potrzebowała, i który doprowadziłby ją do krzyku. Cholera, zbyt długo była sama, jedynie ze swoim wibratorem i późnonocnym Cinemaxem. Ale tej nocy nie zamierzała się sama zadowolić. Tej nocy Zayn sprawi, że dojdzie i jeśli spełni się jej marzenie, to nie będzie to tylko jeden raz. Prawie zaśmiała się ze swojej zuchwałej śmiałości. To właściwie wcale nie była ona. Ale cholera, chciała Zayn i odmawiała przepraszania za bycie kobietą w najlepszych latach swojego życia płciowego, które, nawiasem mówiąc, w ogóle nie istniało od bardzo długiego czasu. Była obejmowana i całowana przez jeden z najlepszych męskich okazów, jaki kiedykolwiek widziała - przez faceta, który z jakiegoś powodu wydawał się naprawdę jej pragnąć. Nie było mowy, żeby domyślała się tej przyczyny teraz i przepuściła taką okazję. Zayn trzymał rękę w jej włosach, masując skórę głowy w sposób, który z pewnością nie był leczniczy. To było zmysłowe i zaplanowane, by uczynić ją na wpół oszalałą z pożądania. I och, miała coś, czego bardzo mocno pragnęła. Jego druga ręka spoczywała na jej plecach, palce poklepywały górną część jej tyłka. Carrie poczuła jego erekcję, gdy przesunęła się na jego kolanach, a jej majtki zwilgotniały, jakby to był pierwszy raz, kiedy była tak blisko penisa. Czuła jakby to był pierwszy raz – pierwszy raz od dawna, bardzo dawna. Biorąc wszystko pod uwagę sądziła, że odmawianie sobie tego, było rozsądnym pomysłem. Teraz wcale nie wydawało się to rozsądne. Czuła się głupio, ponieważ zapomniała, jak wspaniale było być z kimś blisko, być całowaną i dotykaną przez mężczyznę. Przytrzymała go za ramiona i odchyliła się do tyłu, szukając jego twarzy, chcąc nauczyć się na pamięć, jak całkowicie był piękny. Jego oczy miały hipnotyzujący szmaragdowy odcień, niczym jakiś odległy ocean, którego ona prawdopodobny nigdy nie odwiedzi. Nic dziwnego, że kobiety przepychały się między sobą, żeby zbliżyć się do niego. Miał surowe rysy twarzy i pełne miękkie wargi, które wydawały się nie należeć do tak męskiej twarzy. Jego nos był trochę krzywy, czyniąc jego niemożliwie doskonałą twarz trochę mniej doskonałą. Podobało jej się to. Gdyby był zbyt nieskazitelny, miałaby poczucie niższości.
- Gapisz się. Miał ciężki oddech. Jego penis był twardy. Podobało jej się to.
- Nic nie mogę na to poradzić. To przez te twoje oczy. Twarz. Ciało. Do diabła, to przez cały ten pakiet, Zayn. Jesteś wspaniały. Zmarszczył brwi, przechylając głowę na bok.
- Mężczyźni nie są wspaniali. Kobiety, owszem. Ty jesteś. Wiedziała, że nie jest, ale hej, dzisiaj szła na całość z fantazją. Zwłaszcza, że wstał, przesunął dłonie na jej pośladki i podniósł ją. Owinęła nogi wokół niego, jej sukienka podjechała wyżej na jej udach. Pokój był kilka stopni cieplejszy niż korytarz, którym ją niósł, przy czym ani razu nie oderwał od niej wzroku. Sprawił, że poczuła się wyjątkowa, a nikt nie zrobił tego od tak dawna. Zayn otworzył drzwi przy pomocy ramienia i zanim umieścił ją na środku niewiarygodnie dużego, miękkiego, królewskich rozmiarów łóżka, Carrie w przelocie mogła rzucić okiem na szerokie okna i bezchmurne nocne niebo. Ułożył się nad nią, ręce umieścił po obu stronach jej ramion, będąc oddalonym od niej tylko o kilka cali, sprawiając, że gdy się uniosła, jej piersi ocierały się o jego klatkę piersiową.
- Drażnisz się.
 - To ty jesteś tym, który się drażni. Chodź tutaj i pocałuj mnie - powiedziała, pragnąc poczuć nacisk jego ciała.
- Jestem za duży, żeby być na górze.
Duży. Na górze. To wywoływało obrazy, od których zrobiła się mokra. Położyła dłoń na jego karku i przybliżyła do siebie jego twarz.
- Myślę, że sobie z tym poradzę.
Zayn wydał z siebie niskie warknięcie i opadł na nią, dociskając do niej swoje ciało. Zdała sobie sprawę z tego, jak był wielki, gdy leżał cały na niej, jednak wiedziała po napięciu jego ciała, że starał się jej nie przygnieść. Nacisk męskiego ciała był tak cholernie dobry, że mogłaby płakać. Jego kutas otarł się o jej uda, a ją ogarnęło gorąco, więc uniosła się ku niemu, wyginając ciało w łuk, jak najbliżej tego, czego chciała najbardziej.
- Jesteś pewna? Spodobało jej się, że zapytał, ujęła jego twarz w dłonie.
- Zdecydowanie, pozytywnie, absolutnie pewna. Jego usta nakryły jej, cały opór zniknął, gdy wziął ją w posiadanie, jego język zanurkował wewnątrz. Jęknął z pozorną desperacją, która ją zaskoczyła. Na pewno robił to cały czas. To ona była tą, która powinna być zdesperowana, bo z pewnością nie robiła tego na okrągło. Jego usta były niesamowitym dziełem sztuki, pełne i delikatne, i niszczące dla jej zmysłów. Przesuwał tymi ustami tam i z powrotem po jej wargach, aż jego język obrócił jej mózg w papkę. A jego ręce były piekielnymi żołnierzami, którzy poruszali się nad nią, delikatnie naciskając, żeglując poprzez krzywizny jej ciała, od jej boku do bioder, by wsunąć się pod jej tyłek. Carrie oparła się pokusie, by wspiąć się na niego i rozebrać do naga, w celu wyciągnięcia go i osiągnięcia celu w około dziesięć sekund. Zdała sobie sprawę, że musi wykazać się pewną finezją, ale Boże Wszechmogący, chciała tego mężczyzny - szybko. Tymczasem on wydawał się być zajęty badaniem jej warg swoimi ustami, jego ręce przemierzały jej ciało, jakby miał zamiar koniuszkami palców sporządzić dokładną mapę każdego cala kwadratowego jej skóry. I och, to było cholernie dobre uczucie. Jej ciało zatrzęsło się w odpowiedzi, pulsując i wilgotniejąc we wszystkich właściwych miejscach, ale sprawiało też, że miała trudności z oddychaniem.
- Wszystko w porządku? - zapytał, kiedy oderwał od niej usta.
-Tak. W porządku. Dlaczego pytasz?
- Raczej ciężko oddychasz. Położył dłoń na jej ciele, palce spoczęły tuż pod jej piersią.
- Dotykanie mnie w tym miejscu nie sprawi, że będzie mi łatwiej oddychać. Wygiął brew, oparł się na łokciu, i nakrył jej pierś ręką.
- W założeniu, to miała być chwila dla ciebie. Chcesz żebym zwolnił?
- Tak, to była chwila. Jak miło, że to zauważyłeś. I Boże, nie, nie chcę żebyś zwolnił. Chciałabym, byśmy oboje byli teraz nadzy. Jego usta wygięły się żartobliwie.
- Więc mówisz, że sprawy idą zbyt wolno.
- Zabijasz mnie tutaj, Zayn
. - Zobaczmy, czy dla ciebie potrafię trochę przyspieszyć. Podniósł ją na łóżku w taki sposób, że jej głowa spoczęła na poduszkach, rozłożył jej nogi i ułożył się między nimi. To było dokładnie to, czego chciała. Może nawet nie musieli przejmować się ściąganiem ubrań. Po prostu potrzebowała go w sobie.
Teraz. Ale nie zaczął rozpinać spodni, ani dobierać się do jej ciała. Zamiast tego, wsunął swoje magiczne palce pod jej sukienkę i drażnił jej uda, odsłonił sukienkę, by jego wargi odnalazły szlak, który wypaliły jego palce. Dobry Boże. On naprawdę próbował ją zabić, prawda? Uniósł sukienkę w górę jej ud, odsłaniając majteczki, które starannie dobrała do sukienki, chociaż śmiała się na myśl, że nikt ich nie zobaczy. Teraz była z tego zadowolona, ponieważ Zayn podniósł głowę i uśmiechnął się, gdy mierzył wzrokiem skąpą złotą koronkę i jedwab, jedyną barierę pomiędzy jego ustami a jej cipką.
- Teraz jest pięknie. Położył rękę na jej płci i pocierał tam i z powrotem. Pulsujące iskry przyjemności rozprzestrzeniały się z jej łechtaczki do cipki i przez każde zakończenie nerwowe w jej ciele. Zaczęła się trząść, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak blisko była. Carrie podniosła się na łokciach i wygięła biodra w kierunku jego ręki.
- Mogę dojść od tego co robisz. Jego ręka znieruchomiała, ale jego dłoń na jej płci czyniła ją mokrą.
- Tak szybko, co? Otwarcie spotkała się z nim wzrokiem.
- Tak szybko.
- Chciałbym, żebyś doszła pod moimi ustami, Carrie. Spróbuj się powstrzymać. Szarpnął materiał na bok i wpił się ustami w jej cipkę. Nagle została obezwładniona jego wargami i językiem ślizgającym się po jej płci, liżącym jej soki, wchodzącym w nią i okrążającym jej łechtaczkę. Opanowało ją falowanie bezmyślnej przyjemności, wtapiające ją w materac. Sięgnęła w dół, zanurzając palce w jego włosach, pogrążając się w poruszającym ziemię odczuciu, którego nie mogła powstrzymać.
- Zayn - szepnęła, po czym przygryzła wargę, ponieważ odniosła sukces dotrzymując obietnicy. Popłynęły przez nią gorące fale orgazmu i krzyknęła, gdy zalały ją kiedy doszła. Opadła z powrotem na poduszki, przetrwała paraliżujący umysł orgazm, który wybuchał w niej w nieustających falach. Zayn złapał ją za biodra i kontynuował wysysanie jej, ssał jej łechtaczkę i cipkę dopóki nie mogła znieść tego ani chwili dłużej. Wtedy odsunął się i pocałował ją w uda, podczas gdy ona cieszyła się niesamowitymi wstrząsami wtórnymi i łapała oddech.
- Wow - powiedziała, gdy udało jej się odzyskać głos. - To było naprawdę niesamowite.
- Teraz gdy masz za sobą pierwszy, bierzmy się za drugi.
- Co? Edward zignorował jej pytanie. Sięgnął po sznurki trzymające majtki na jej biodrach, ściągnął je z jej tyłka i w dół nóg. Jednocześnie użył swoich ramion, by rozepchnąć jej nogi.
- Masz piękną cipkę, Carrie. Różową i mokrą, a twój słodki smak sprawia, że mój kutas jest twardy. I tak po prostu, była gotowa na drugą rundę. Widząc go tam na dole, pomiędzy jej nogami drżała z oczekiwania. Miał rację. Poszybowała prosto do orgazmu i nie miała czasu na cieszenie się w pełni z tego rodzaju magii, który wykonał. Chciałaby mieć do tego okazję, chciała patrzeć na niego i poczuć na sobie jego język. Jego ciepły oddech przepłynął przez jej obolałe ciało. Drażniąc w oczekiwaniu. Napięła się, czekając na jego język, a kiedy jej dotknął, zadrżała. Gorącym i mokrym językiem przesunął po jej nabrzmiałym ciele, smagając jej łechtaczkę, aż wziął pączek w usta i ssał. Napięcie szybko odbudowało się ponownie. To trwało tak długo i było tak zaspokajające, że nie pozostało nic, prócz mężczyzny między jej nogami, liżącym jej cipkę i ożywiającym wszystkie jej gorące fantazje. Zayn zdecydowanie był gorącą fantazją. Suknia podjechała powyżej jej bioder, więc była naga od pasa w dół i och, cholera, to było tak oszałamiające i erotyczne, że nie mogła tego znieść. Język i usta Zayna tańczyły na jej płci. Dodał do nich swoje palce, wsuwając jeden w jej cipkę. Boże, to było takie dobre. Odrzuciła głowę do tyłu i po prostu pozwoliła sobie odczuwać, kiedy pieprzył ją palcami powoli i lekko, do czasu aż wziął jej łechtaczkę w usta i otoczył ją językiem.
- Tak, właśnie tak – szepnęła, zaciskając pięść w jego włosach, gdy wrażenia osiągały szczyt, zabierając ją w pobliże krawędzi. - Dochodzę. Ułożył język na jej łechtaczce i zaczął mocno pieprzyć ją palcem. Roztrzaskała się na kawałki, krzycząc i aż podskakując, ten orgazm był tak samo silny jak pierwszy, jakby rozbijał się w niej fala po fali. Kiedy opadła na materac była wykończona, zupełnie zaskoczona i głęboko wdzięczna. Gdy Zayn podciągnął się w górę, uśmiechnął się do niej, a ona przesunęła palcami po jego brodzie i oblizał koniuszki palców.
- Smakujesz mną. Jego nozdrza rozszerzyły się, a oczy pociemniały.
- Często sama się smakujesz? Wzruszyła ramionami i owinęła ramiona na jego karku.
- Czasami, gdy się masturbuję. Nie mogła uwierzyć, że powiedziała mu to w tak śmiały sposób. Ale miała tylko tą jedną noc i to była jej fantazja, więc zamierzała spędzić ją w taki sposób, w jaki chciała. A chciała, żeby była doskonała i bez żadnego tabu. Więc kiedy Zayn przesunął się w dół łóżka i zaczął rozpinać koszulę, Carrie uklękła, by popatrzeć, nie chcąc przegapić momentu, w którym się odsłoni. Wzruszeniem ramion pozbył się z koszuli i nie zawiódł jej. Miał szeroką pierś, a jego mięśnie były absolutnie spektakularne. Mięśnie jego brzucha były płaskie i wyrzeźbione w przysłowiowy sześciopak, który widziała u modeli i w telewizji, ale nie sądziła, że istnieje naprawdę. Wyciągnęła ręce i położyła je na jego brzuchu, wstrząśnięta dotykiem jego twardych jak skała mięśni.
- Wow, ta rzecz zwana sześciopakiem naprawdę istnieje. Zaśmiał się i rozpiął spodnie, pozwalając im opaść na podłogę. Carrie oblizała wargi na widok jego erekcji rysującej się i naciskającej na jego bokserki. - Pozwól mi. Ściągnęła sukienkę i odrzuciła ją na bok, następnie odpięła biustonosz, bez żadnej nieśmiałości, kiedy wzrok Zayna wędrował z uznaniem po całym jej ciele. Nigdy nie była jedną z tych, które skupiały się na wyglądzie, ale teraz czuła się jak bogini. Nie było nic lepszego, niż głodny męski wzrok, by kobieta poczuła się pożądana. Chwiejnie przesunęła się na jego stronę łóżka, by chwycić bokserki, zsunąć je w dół jego bioder i odsłonić kutasa. Bokserki upadły na podłogę, a on odrzucił je, dając Carii dostęp do mapy, jaką były te wspaniałe mięśnie brzucha pod jej dłońmi, by następnie mogła sięgnąć do tyłu i chwycić za jego napięty tyłek. Istne dzieło sztuki. Chciałaby, żeby się położył, a ona dotykałaby go przez kilka godzin. A potem by go spróbowała. Carrie objęła jego kutasa dłońmi, potrzebując go dotknąć, posmakować go, zanim ją wypieprzy. Sprawił, że było jej tak dobrze, chciała zrobić dla niego to samo. Pogładziła go po całej długości, wsunęła jedną dłoń pod spód, by łagodnie ścisnąć jego jądra, za co nagrodził ją szorstkim pomrukiem. A kiedy pochyliła się i wzięła gładki szczyt jego kutasa między wargi, pomruk stał się bardziej wyraźny. Zayn wsunął palce w jej włosy i pociągnął jej głowę w stronę swojego penisa. Wzięła go chętnie, kręcąc językiem wokół i rozgrzewając go.
- Tak dobrze, Carrie. Lubię twoje usta. Smakował słono i mocno. Chłonęła jego widok stojącego nad nią, jej sutki napięły się, gdy go ssała. Wsunął rękę w jej włosy w czułym geście i wiedziała, że się powstrzymuje, ponieważ złagodził ruchy kutasa. Otworzyła usta i pozwoliła mu patrzeć, po czym okrążyła językiem jego szczyt i zassała z niego słony płyn.
- Jezu, kobieto, sprawisz, że dojdę. Smakowała go, liżąc powoli główkę jego penisa, następnie owinęła palce wokół jego trzonu i pogłaskała go.
- Nie byłby to dobry pomysł?
- Owszem. Kiedy będę w tobie, a twoja cipka będzie zaciskać się na mnie. Sięgnął do spodni i wyjął foliową paczuszkę. Carrie westchnęła z ulgą, że był przygotowany. Założył prezerwatywę i przeniósł się nad nią, rozłożył jej nogi, przesuwając dłonie w górę jej ud, brzucha, na jej piersi. Wygięła się w łuk, napełniając nimi jego ręce. Pochylił się nad nią i wciągnął w usta jej obolały pączek. Po kimś tak dużym, spodziewała się szorstkości. Zaskoczył ją, delikatnie wciągając sutek w usta, okrążając go językiem. Zaczęło ogarniać ją powolne ciepło, gdy ssał i lizał jeden sutek, potem drugi, przedłużając oczekiwanie, kiedy ustawił kutasa między jej nogami, nie wchodząc w nią jeszcze i każąc jej czekać.
- Proszę - szepnęła, odciągając jego głowę. - Proszę. Przycisnął wargi do jej warg, delikatnie pocierał swoimi ustami o jej usta. Tak czule, jak tego potrzebowała. Wyciągnęła rękę i pieszczotliwie pogładziła jego twarz, gdy umościł się między jej nogami i wszedł w nią. Zachłysnęła się w odpowiedzi na jego wtargnięcie. To było wszystko, czego oczekiwała i czego pragnęła. Pasował do niej doskonale i wiedział, co zrobić, by dać jej ten rodzaj przyjemności, jakiego pragnęła. Wsunął jedną rękę pod nią i uniósł ją w górę, przyciągając bliżej, biorąc jej usta w twardym, głębokim pocałunku, tracąc łagodność, którą okazywał przed chwilą. Ale delikatność nie była tym, czego teraz potrzebowała. Teraz chciała pasji, i och, dawał jej to. Owinęła nogi wokół jego bioder i wbiła w nie pięty, biorąc go głębiej. Zayn spotkał jej spojrzenie i chwycił jej tyłek, wbijając się głęboko.
- Tak – wyszeptała, kiedy kołysał biodrami, ocierając się o jej łechtaczkę. Jego ręce dawały jej ciepłą i zmysłową przyjemność, gdy sunęły po jej ciele, gładząc jej boki i piersi, zaplątując się w jej włosach, przyciągając ją i przytrzymując, podczas gdy ją całował, jego usta i język brały jej w szale pasji i potrzebie czyniącej ją nieprzytomną. Ogarnęła rękami jego plecy, zapamiętując ruchy jego stalowych muskułów, pracujących wewnątrz jego ciała, żar i pot z jego skóry, kiedy pędził na niej. Nie mogła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej kochała się z mężczyzną tak... dogłębnie, czując taką zażyłość. Odsunęła od siebie tą myśl stwierdzając, że najwyraźniej brakowało jej praktyki. To był tylko seks, i będzie trwał tylko chwilę, więc jak dla niej, był monumentalny. Dla niego prawdopodobnie było to tylko dobre pieprzenie. Ale sposób w jaki ją trzymał, pieścił, całował, sposób, w jaki ją unosił i nacierał na nią, powoli i lekko, cierpliwie czekając, pozornie nie spiesząc się w wyścigu do mety, sprawił, że jej serce trzepotało, nawet gdy jej ciało skwierczało z tego rodzaju przyjemności, którego kobieta nie doświadcza zbyt często. Dała się uwieść magii tej chwili, przez sposób, w jaki opadał na nią i unosił ponownie. Mogła poczuć każdy wstrząs i drżenie, aż jej ciało przebudziło się od przyjemności kochania się. Wypełniało ją napięcie, ściskające ją od środka, kiedy Zayn lizał jej sutki, równocześnie nadal poruszając się w jej wnętrzu. Uczucie wystrzeliło do jej cipki, przybliżając ją do orgazmu.
- Mocniej – poprosiła, a on zgodził się, chwytając jej kolano i zginając jej nogę, pchnął głębiej skupiając na niej wzrok i przywierając do niej. Sapnęła.
- To sprawia, że dochodzę, Zayn.
- Och, tak. Zaciśnij na mnie swoją cipkę. Dojdź dla mnie. Sięgnął między ich ciała, trzymając jej biodra w taki sposób, że mógł pocierać jej łechtaczkę podczas gdy ją pieprzył, równocześnie utrzymując wzrok na jej twarzy. - Pozwól mi to zobaczyć - powiedział, używając kciuka, aby znaleźć najbardziej udręczoną część jej ciała, omiatając delikatnie jądro jej kobiecości i kontynuując kołysanie się w jej wnętrzu. Skierowała na niego wzrok, gdy uderzył w nią orgazm, a intensywność przyjemności fizycznej łączyła się z kontaktem emocjonalnym, z nim patrzącym na nią. Jego twarz wykrzywiła się, gdy dochodził razem z nią, emocje i wrażenia wymknęły jej się spod kontroli. Wtedy ją pocałował, a ona, nadal dochodząc, mocno się go trzymała znowu kołysząc się nad krawędzią, ponieważ on nadal poruszał się w jej wnętrzu nie chcąc odpuścić. Nie chciała, by odpuścił. Nie dopóki oboje będą wykończeni. Zayn stoczył się z niej i zostawił ją na chwilę. Zaraz był z powrotem, przyciągając ją do siebie i naciągając na nich przykrycie. Carrie czuła się taka mała w jego uścisku. Mała i hołubiona, gdy pocałował ją w szyję, trzymał mocno i bawił się jej piersią w leniwy sposób, tak że robiło jej się gorąco i jednocześnie się uśmiechała.
- Zgaduję, że tej nocy nie pośpię zbyt długo, tak?
- Sen jest przereklamowany. Możesz wyspać się później. Uszczypnął ją w szyję, a ona zadrżała. Dreszcz pomknął wzdłuż jej zakończeń nerwowych. Odwróciła się do niego, popchnęła go na plecy i wspięła się na niego. Poczuła, jak jego kutas twardniał pod nią.
- Masz rację. Wyśpię się później. Pochyliła się i pocałowała go.

niedziela, 5 października 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 6

Rozdział 6

Zayn nie kłamał wspominając o powodach, dla których przyprowadził Carrie do swojego pokoju; naprawdę chciał mieć więcej czasu na rozmowę z nią. Ale ona najwyraźniej chciała czegoś więcej - albo potrzebowała więcej – a on był cholernie z tego zadowolony. Smakowała jak szampan i mięta, a zanurzenie języka wewnątrz ciepła jej ust spowodowało, że jego jądra boleśnie się ścisnęły. Była podniecona tak jak on, jej usta poruszały się pod jego wargami, jej ciało było niczym kula energii, gdy sięgnęła do guzików jego koszuli. Serce waliło mu w piersi. Zastanawiał się, czy to czuła, czy śmiałaby się z tego, że był tym tak pochłonięty. To nie była dla niego pierwszyzna. Kobiety rzucały się na niego. Powinien być znudzony całą tą sprawą. Ale była tak inna od kobiet, z którymi się spotykał. Świeża, ekscytująca i... normalna. Oderwała od niego usta.
- Twoje serce pędzi. Położyła swoją dłoń płasko na jego piersi.
- Myślałam, że tylko ja powinnam być tym podekscytowana. Wygiął brew.
- Myślisz, że twój pocałunek na mnie nie działa? Wzruszyła ramionami.
- Kobiety prawdopodobnie całują cię codziennie. Zaśmiał się i pociągnął ją za sobą na kanapę.
- Nie każdego dnia. A ty nie jesteś jakąś tam kobietą. Położyła nogi na jego kolanach.
- Och, prawda. Jestem wyjątkowa.
- Jesteś.
- Szczerze. W jaki sposób?
- Nie jesteś sławna.
Odchyliła głowę do tyłu i zaśmiała się, potem podciągnęła sukienkę odsłaniając uda i usiadła na nim okrakiem. Tak jak przypuszczał, miała zabójcze uda.
- Jezu, wiesz jak skomplementować kobietę.
Zarzuciła ręce wokół jego szyi i pochyliła się, aż jej piersi otarły się o jego klatkę piersiową. Naprawdę chciał spędzić więcej czasu na rozmowie z nią, żeby pokazać jej, że nie był zainteresowany, przede wszystkim, dostaniem się do jej majtek. Ale kiedy czuł jej ciało na swoim, kiedy wdychał zapach jej szamponu - coś słodkiego, co sprawiało, że chciał ssać jej skórę, pomyślał - pieprzyć to. Naprawdę chciał dostać się do jej majtek. Przesunął ręce w dół jej pleców, znacząc drogę przez jej skórę i błyszczącą sukienkę. Wsunął dłoń do środka, zdecydowanie preferując dotyk jej skóry.
Carrie jęknęła i przycisnęła się bardziej, jakby chciała się z nim stopić. Och, tak. To była dopiero rozgrzewka. Był gotowy do gry. Sięgnął w górę i zaczął wyciągać szpilki z jej włosów. Odchyliła głowę do tyłu i wygięła usta.
- Jesteś zdecydowany zniszczyć mój wizerunek Kopciuszka, prawda? Wyciągnął wsuwkę z czekoladowego pasma i pozwolił jej upaść na podłogę, a następnie zanurzył się w miękkości jej włosów po następną. - Gdybyś była jeszcze piękniejsza, pewnie padłbym trupem. Wygięła brwi.
- Jesteś w tym bardzo dobry.
- Moja siostra lubiła mieć upięte włosy.
- Nie, nie w tym. W rządzeniu. Pokręcił głową.
- Żadnego rządzenia. Obiecuję. Jesteś wspaniała. Wyglądała, jakby mu nie wierzyła. Najwyraźniej nikt ostatnio nie mówił jej, jaka naprawdę była wspaniała. Cholerny wstyd, ponieważ naga szczerość w jej oczach mogła skłonić mężczyznę do zrobienia wszystkiego, czego by zechciała. Wyciągnął ostatnią wsuwkę z jej włosów, uwalniając je i pozwalając im opaść na jej szyję i policzki.
- Niesamowite. Delikatne. Wdychał zapach.
- Brzoskwiniowy. Zachichotała, a ten dźwięk zawibrował na jego piersi.
- Nie znam żadnej kobiety, która pachnie jak brzoskwinie.
- Szampon był na wyprzedaży w Walmartcie. Tak, naprawdę mógł polubić tą kobietę.

The Perfect Play - Zayn Malik 5

Rozdział 5

Zayn nie mówił wiele przez ostatnie kilka minut, wydawało się, że wraz z nią podziwiał widok za oknem. Carrie czekała, kiedy ta cisza stanie się kłopotliwa, ale nie doczekała się. Było w nim coś szczególnego, coś co zauważyła na początku i nie miało to nic wspólnego z jego karierą i wszystkim, co stanowiło jakim był mężczyzną. Lubiła Zayna, lubiła go bardziej, niż jakiegokolwiek innego faceta przez bardzo długi czas. Skoro miała cały weekend dla siebie, dlaczego sobie nie pofolgować?
- Napiłbyś się szampana? Gestem wskazał wiaderko z lodem.
- Dostarczyli go wcześniej. Myślę, że otrzymali go wszyscy, w ramach podziękowania od właścicieli.
- W takim razie, poproszę kieliszek. Wyjął korek, nalał do kieliszka i podał jej. Wzięła łyk, bąbelki łaskotały ją po nosie.
- Bardzo dobry. Nie chcesz trochę?
- Jestem bardziej z tych, którzy wolą piwo. Zaśmiała się.
- Ja też.
- Tak? Jesteś ubrana jak kobieta, która woli szampana. Twoja błyszcząca sukienka nawet pasuje. Spojrzała w dół na swoją sukienkę koktajlową. Musiała przyznać, uwielbiała ją. Cieniutkie paseczki na ramionach, stanik mocno opinający jej piersi. Dobrze w niej wyglądała i była jej ulubioną sukienką.
- Tylko kiedy pracuję na przyjęciach takich jak te. Wierz mi, moja domowa lodówka nie jest zaopatrzona w szampana. Tylko piwo i napoje gazowane.
 - Chipsy i hot dogi? Roześmiała się.
- Moje dwa ulubione dania. Przykro mi to mówić, ale elegancja jest jedynie częścią mojej pracy. Zwykle można mnie zobaczyć boso, ubraną w dżinsy, z włosami spiętymi w koński ogon. Zbadał jej prawie idealny wygląd.
- Więc elegancka fryzura nie jest dla ciebie normą?
- Raczej nie. To będzie piekło, pozbycie się tych wszystkich wsuwek.
- Chcesz, żebym ci pomógł? Ogarnęło ją ciepło.
 - I zniszczyć mój wizerunek Kopciuszka? Nie sądzę.
- Dobrze, Kopciuszku. Twój sekret jest u mnie bezpieczny.
Pociągnęła łyk szampana i starała się otwarcie na niego nie gapić, ale było to cholernie trudne, biorąc pod uwagę, że byli we dwoje w pokoju z pięknym widokiem na miasto. Patrzyła przez okno, wciąż zastanawiając się, co do diabła robiła tutaj z Zaynem Malikiem. Podszedł do niej.
 - Jesteś piękną kobietą, Carrie.
Odwróciła się do niego, marząc, by zobaczył w niej prawdziwą Carrie. Ale nie zdoła, ponieważ prawdziwa Carrie znajdowała się lata świetlne od jego świata.
- Zazwyczaj nie podążam za obcymi mężczyznami do ich pokoi hotelowych.
Uśmiechnął się do niej.
- Nie? Cholera, a myślałem, że z tobą to pewne. Wszystko, co mówił sprawiało, że chciało jej się śmiać i robiło jej się gorąco. Dlaczego jakaś kobieta nie chwyciła go za włosy i nie zaciągnęła go z powrotem do swojej jaskini? W jego rycerskiej zbroi musiała być jakaś usterka.
- Przepraszam. Powinieneś był wyjść z jedną z tych aktorek lub modelek.
- One mnie nie interesują. Mają własne plany.
- Dlaczego sądzisz, że ja nie mam?
- Bo to ja podszedłem do ciebie. Nie ty do mnie.
- Może jest to część mojego diabelskiego planu.
- Kochanie, nie ma w tobie nic diabelskiego.
- Nie jestem niewinna, Zayn. Wziął jej kieliszek i postawił go na stole, a następnie chwycił za klapy marynarki i przyciągnął ją bliżej.
- To prawda?
Ciepło popłynęło w jej żyłach, otwierając ją na pragnienia i emocje, których nie odczuwała już zbyt długo. Zwykle nie była otwarta w stosunku do mężczyzn. Była na to zbyt zajęta. Miała zbyt wiele innych priorytetów. Teraz nie było innego priorytetu, poza tym, by czuć go obok niej. Przybliżyła się do niego i odchyliła głowę do tyłu, dając mu zielone światło.
- Tak, to prawda.
Przesunął palce, a ogień, który wcześniej wzniecił zaczął płonąć jeszcze jaśniej. Pomiędzy nimi była jakaś magia. Musiałaby być głupia, żeby odejść, nawet jeśli miałaby to być tylko ta jedna noc. I to wszystko co może kiedykolwiek dostać - tylko jedną noc - więc dlaczego tego nie zrobić, skoro miała okazję? Kto wie, kiedy coś tak dobrego może zdarzyć się ponownie? Biorąc pod uwagę to, jak wygląda jej życie, prawdopodobnie nigdy. A więc będzie miała tą jedną gorącą noc, by wspominać i zapamiętać na zawsze.
- Nie przyprowadziłem cię tutaj, żeby cię uwieść, Carrie. Chciałem spędzić z tobą więcej czasu. Nakryła jego dłonie swoimi.
- Może to ja uwiodę ciebie. Nie chcesz zranić moich uczuć odrzucając mnie, prawda? Wygiął usta.
- Nigdy tego nie chciałem.
- W takim razie pocałuj mnie.
 Zobaczyła iskrę w jego oczach, kiedy ponownie przyciągnął ją do siebie i przycisnął usta do jej warg. Ach, kontakt. Eksplozja ciepła i ognia, który stapiał ją od wewnątrz. Och wow, to było wszystko, co sobie wyobrażała – a nawet więcej. Subtelność jego warg napierających na jej wargi oraz siła ust, kiedy pogłębił pocałunek. Jego język wsunięty między jej zęby, by odkrywać, prześlizgiwać się i pieścić, kiedy jego ręce przesuwały się wzdłuż krzywizn jej ciała. Nagle Carrie nie mogła złapać tchu. To było jak pierwszy w życiu pocałunek, kiedy głowa i emocje były splątane ze wszystkim, co odczuwało jej ciało. Tylko, że nie była już dzieckiem i Zayn również nim nie był. To były męskie ręce na jej ciele i kobiece pragnienia krążące wewnątrz niej. A to, co robią, na pewno nie skończy się tylko pocałunkiem. Wiedziała to i wiedziała też, jak będzie wyglądała ta noc. Kopciuszek nie zamierzał wracać do domu, zanim zmieni się z powrotem w oschłą pomywaczkę i pokojówkę z bosymi stopami i w niebieskich dżinsach. I nic jej to nie obchodziło.

niedziela, 16 marca 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 4

Rozdział 4

Zayn, w swoim życiu był z wieloma kobietami. Od koledżu do profesjonalistów, kobiety lgneły do niego jakby był nieodpartym magnesem, I nigdy nie był tym, który nie przyjąłby pięknej kobiety, chcącej iść z nim do łóżka.
Nigdy nie musiał zabiegać o kobietę. Do dzisiaj. Dopóki nie zobaczył Carrie opartej o ścianę sali balowej, nie uczestniczącej, tylko oglądającej, w tej iskrzącej się sukni w kolorze szampana, którą podkreślało światło z żyrandoli i wszystkich świec palących się wokół niej, jakby była głównym wydarzeniem w sali balowej.
Zachwyciła go od pierwszej chwili, gdy zobaczył ją dzisiaj w szatni. Nienawidził się wtedy za przegapienie okazji, a potem odnalazł ją w sali balowej i wydawało się, że tak miało być.
Była uprzejma i nie spławiła go, gdy już się przedstawił. I to mu się spodobało. Ku jego zaskoczeniu, bardzo.Zwłaszcza gdy z nim wyszła. Kobiety miały tendencję do trzymania się go jakby był Świętym Graalem, a kiedy już to zrobiły, nie odpuszczały. Nie lubił tego. Ale Carrie rzeczywiście wydawała się być bardziej zainteresowana wykonywaniem swojej pracy, niż byciem z nim. To było cholernie orzeźwiające. Więc tylko stał i przyglądał się. Była dobra w swojej pracy. Skuteczna. Zauważył, że miała kilki asystentów pracujących z nią i traktowała ich jak równych sobie. Nie wisiała nad nimi, nie traktowała ich z góry, jakby byli mrówkami pod jej stopami. Ale kiedy wydawała polecenia, ludzie ruszali się i to szybko. I wydawała się bardziej niż chętna, aby zrobić wszystko, co było do wykonania. Sprawnie otworzyła butelki wina, złożyła serwetki, pouczała nową kelnerkę, które stoliki są jej i uspokoiła cichymi słowami bardzo wkurzonego barmana, z większą cierpliwością, niż Zayn mógłby sobie wyobrazić.
Lubił patrzeć, jak porusza się na wysokich obcasach, szelest jej spódnicy dawał mu przebłyski tego, jakie musiała mieć spektakularne uda. Była szczupła, ale nie za bardzo. Wyglądała, jakby rzeczywiście zjadła trzy posiłki dziennie, w przeciwieństwie do wielu kobiet, z którymi był zmuszony spędzać czas. Miała krągłości w odpowiednich miejscach i był zafascynowany jej szyją, które była dobrze widoczna, ponieważ jej blond włosy były upięte w elegancką fryzurę, która wcale jej nie pasowała. Mógł się założyć, że zazwyczaj nosiła włosy spięte w kucyk lub jednym z tych klipsów do bałaganu we włosach. Nie wydaje się typem kobiety, która miałaby bałagan we włosach, więc musiała być perfekcyjna. Miała pełne wargi i wąską twarz i najpiękniejsze brązowe oczy, jakie kiedykolwiek widział. Ale co podobało mu się najbardziej tego wieczoru, to rozmowa z nią. Była prawdziwą osobą, niezainteresowaną budowaniem swojej kariery poprzez bycie widzianą uwieszoną na jego ramieniu, ale rzeczywistą, szczerą aż do bólu prawdziwą kobietą. Zabawną i ciepłą, z własną karierą. Ani razu nie szukała mediów, by mogli zrobić zdjęcie jej i Zayna. W rzeczywistości, zrobiła co mogła, żeby uniknąć mediów, które mogłyby zobaczyć ich razem.
Dobrze było być z nią, w tym pokoju. Nie było pośpiechu, nie musiał nigdzie być przez resztę weekendu. Minęło dużo czasu, od kiedy naprawdę chciał być z kobietą - cholera, czy kiedykolwiek chciał być w towarzystwie konkretnej kobiety? Nie mógł sobie przypomnieć takiej sytuacji. Dla wyzwolenia, tak. Dla zabicia czasu, zdecydowanie. Dla PR-u Elizabeth popychała kogoś w jego ramiona - cały cholerny czas. Ale żadna kobieta nie zachwyciła go wystarczająco, żeby naprawdę chciał z nią być. One wszystkie wchodziły i wychodziły z jego życia, jakby było cholernymi drzwiami obrotowymi. Wszystkie twarze i nazwiska zlewały się ze sobą, a on nie mógł sobie przypomnieć żadnego, ani tych, z którymi się spotykał, ani tych, które pieprzył. Zapominał o nich tak łatwo, jak one zapominały o nim.
Teraz Carrie, ją na pewno zapamięta.
Było w niej coś, co sprawiało, że chciał zrobić więcej niż tylko ją pieprzyć.
Poza tym właśnie teraz chciał ją pocałować, dotknąć jej i mieć ją nagą, by mógł zbadać resztę jej skóry i zobaczyć, czy była tak delikatna jak części, które już dotknął.
Spokojnie, człowieku. Nie za szybko. Nie chciał jej wystraszyć. Nie była jak inne kobiety, które kiedykolwiek spotkał. I po raz pierwszy w życiu, nie chciał, by czas biegł zbyt szybko. Chciał tej nocy, żeby przejść do godzin nadliczbowych.

niedziela, 23 lutego 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 3

Rozdział 3

Zdecydowanie uderzał do niej. Nie miała wątpliwości. I nie miała pojęcia, dlaczego. Ale trzeba przyznać, że czuła się z tym dobrze. Rozgrywająca gwiazda futbolu, przystojniak, a minęło już trochę czasu odkąd jakiś mężczyzna zwrócił na nią uwagę. Dodatkowo w sali balowej było wiele wspaniałych kobiet, a on z jakiegoś powodu wybrał ją. Jej ego wspięło się wyżej o kilka szczebli. Dobra, może nawet wspięło się na sam szczyt.
Nic z tego nie będzie, oczywiście, ale zamierzała cieszyć się jego uwagą jeszcze przez kilka chwil.
-Nie rozumiem, Zayn. Dlaczego ja?
-Bo jesteś prawdziwa.
-A wszystkie te kobiety, wewnątrz sali balowej nie?
Uśmiechnął się.
-Większość. Wkrótce będzie czas, by wrócić do poważnej pracy. A jaki jest lepszy sposób na spędzenie mojego czasu wolnego, niż z kobietą, która jest szczera i nie jest graczem.
-Byłeś świetny w ostatnim sezonie. Gratulacje. Ale nie mogę sobie wyobrazić, że poza sezonem nie będziesz się cieszył pławieniem się w chwale jakiejś pięknej aktorki albo modelki albo kogoś, kto pomoże ci się zrelaksować.
-Dzięki. Mieliśmy niezły sezon. I mam najlepszą agentkę, która lubi wrzucać te modelki, czy którąkolwiek aktualnie gorącą aktorkę, obok mnie. No wiesz, to jest dobre dla mojego wizerunku.
Odchyliła się, żeby mu się przyjrzeć.
-Tak, widzę, jak przez to możesz znaleźć się w centrum plotkarskich wiadomości. I może skłoni to więcej ludzi, by przyszli na twoje mecze.
-Dokładnie. Ale to jest męczące. I może choć raz chciałbym po prostu być z kimś, kto nie jest...
-Sławny? Z koneksjami? Kto nie zaciągnie cię na okładki brukowców?
Zaśmiał się.
-Coś w tym stylu. Ktoś z kim mogę pogadać, prowadzić prawdziwą rozmowę. Być z nią, bo ona chce być ze mną, a nie dlatego, że to dobre dla jej kariery.
Zawsze zazdrościła ludziom takim jak Zayn Malik i kobietom uwieszonym jego ramienia. Może nie powinna.
-To nie brzmi jakbyś się z tego cieszył.
-Och, na boisku mam dużo zabawy. Poza boiskiem...
-Och, daj spokój. To nie może być takie trudne, być z tymi wszystkimi pięknymi kobietami.
Jego klatka piersiowa uniosła się, kiedy wdychał powietrze, a Carrie żałowała, że miał na sobie smoking. Obejrzała wszystkie mecze Szabli. Zayn w stroju do gry - było na co popatrzeć. Miał niezwykle atletyczne ciało. Po południu, gdy wbiegła do szatni - wow. Nie wiedziała, że mają tak wyrzeźbione ciała. Musiała przyznać, że nie miałaby nic przeciwko bliższej inspekcji. Czy to czyniło ją płytką?
Prawdopodobnie.
-Większość ludzi nie rozumie, dlaczego narzekam na randki z modelkami, które były na okładce Sports Illustrated, albo z popularnymi aktorkami bez żadnej skazy. Czasami sam się nad tym zastanawiam.
-Nie zawsze chodzi o wygląd. To prawda, pociąg fizyczny jest ważny. Jednak musi być coś poza tym, żebyś chciał z kimś być.
Przechylił głowę na bok.
-Rozumiesz.
-Oczywiście. Lubię przystojnych mężczyzn, jak każda kobieta. Ale musi być jeszcze coś więcej oprócz świetnego wyglądu. Coś, co mnie przyciąga i sprawia, że chcę więcej. W przeciwnym razie masz uczucie pustki.
-Nie często zdarzają mi się tego rodzaju rozmowy z kobietami, które spotykam.
-A próbowałeś?
-Masz na myśli, czy próbowałem z nimi rozmawiać, poza uprawianiem seksu?
-Tak
-Tak, próbowałem. Ale nie dochodzimy w nich za daleko. Są bardziej zainteresowane rozmowami o sobie i ich karierze. Nie moja dużo czasu i jestem znudzony, a chwilę później za drzwiami.
Uśmiechnęła się do niego.
-Może nie spotkałeś odpowiedniej kobiety.
-Pewnie dlatego, że nigdy nie szukałem - wstał i wyciągnął rękę - Chodźmy zatańczyć.
Poczuła przypływ paniki.
-Och, nie mogę.
-Dlaczego nie?
-Ponieważ pracuję.
-Bzdury.
Pociągnął ją do siebie, a ona poszła bezradnie, kiedy otworzył drzwi i poprowadził ją z powrotem do sali balowej, przez tłum, na parkiet. Ustawił ją przed sobą, wsunął rękę za jej plecy i przyciągnął, zamykając w objęciach.
Co za wyczucie chwili. Wolna piosenka. Światło było przygaszone, a pary tłoczyły się, ściśle przylegając do siebie. Skuliła się, była przekonana. iż znajdują się w centrum uwagi, jednak gdy szybko rozejrzała się dookoła, nikt nie wydawał się na nich patrzeć. Może to nie było niczym niezwykłym dla Zayna, złapać losowo wybraną kobietę i zatańczyć z nią. Modliła się, by media były zajęte robieniem wywiadów z kimś innym lub, by robili zdjęcia Katrinie Strauss, najnowszej Hollywood It Girl. Może przynajmniej była bezpieczna z dala od kamer.
Ale Carrie była pewna, że w każdej chwili ktoś z zarządu mógł ściągnąć ją z parkietu i zwolnić. Próbowała wypatrzeć na sali balowej pana Stokesa lub jego asystenta, albo kogokolwiek innego z jego pracowników, ale na parkiecie było zbyt tłoczno.
-Hej, możesz się rozluźnić?
Zerknęła na Zayna.
-Co? Och, przepraszam. Czuję się trochę winna.
-Przez taniec?
-Jesteś tutaj, aby świętować. Ja jestem w pracy.
Przesunął rękę w górę jej pleców, a ona zapragnęła nie mieć aż tak odsłoniętej sukienki. Czucie jego ciepłej dłoni na gołej skórze pleców, czyniło jasne myślenie prawie niemożliwym.
-Pracujesz. Sprawiasz, że goście są zadowoleni.
-Ha. Zwłaszcza jeden gość jest zadowolony.
-Reszta gości nie wydaje się być nieszczęśliwa. Odpręż się.
Przygarnął ją bliżej i kołysali się na parkiecie. Miał przyzwoity rytm, jak na kogoś tak wysportowanego. Spodziewała się, że futbolista będzie nieporadny, ale on ruszał się, jakby wiedział co robi.
-Tańczysz naprawdę dobrze.
-Brałem lekcje baletu.
Odchyliła głowę do tyłu, by przyjrzeć się jego twarzy, była pewna, że żartował.
-Niemożliwe.
-Ależ tak. Ja i kilka osób z drużyny. Jest dobra na koordynację.
Starała się nie roześmiać, bulgot w jej gardle narastał, powiedziała. - Jakoś nie mogę wyobrazić sobie ciebie w rajstopach i balowej spódniczce.
Ale on się śmiał.
-Upewniliśmy się, że w odległości mili od studia nie było nikogo z kamerą.
Im więcej czasu z nim spędzała, tym bardziej go lubiła. Cholera. Dlaczego nie mógł być aroganckim sukinsynem, zadufanym w sobie i gadającym tylko o swojej karierze i majątku? Dużo łatwiej byłoby odejść od niego, jeśli byłby samolubem. Ale był nie tylko wspaniały, był też zabawny i interesował się nią i jej karierą, a ona lubiła z nim przebywać.
Ile to już czasu minęło odkąd ostatni raz tańczyła z facetem? Nie potrafiła sobie przypomnieć. To znaczy, że za długo. To było dobre uczucie, czuć jego ciepłą rękę na plecach, kiedy drugą ręką trzymał jej dłoń, czuć nacisk jego ud na jej uda, gdy ze znawstwem kierował i obracał nią dokoła parkietu. Dobrze pachniał, jak sosny i świeże powietrze. Pochyliła się trochę i wdychała, zdumiona tą intensywnością.
A kiedy na koniec tańca przechylił ją, jej usta rozchyliły się i wypłynęło z nich małe westchnienie.
-Założę się, że nie nauczyłeś się tego na zajęciach baletowych.
Postawił ją w pozycji pionowej, z niecnym błyskiem w oczach.
-Nie mów nikomu, ale moja mama jest nauczycielką tańca. Mogłem nauczyć się kilku rzeczy, obserwując jej zajęcia.
-Twoja matka jest nauczycielką tańca? Uczy dorosłych tańca towarzyskiego?
Wsunął jej rękę w zagięcie swojego ramienia i poprowadził do stolika. Wysunął dla niej krzesło i usiadła.
-Nie, jest raczej ,,ucz wszystkie małe dzieci jak tańczyć" rodzajem nauczyciela.
Widziała dumę w jego oczach, a jej serce trochę stopniało.
-Co za cudowny zawód. Jestem pewna, że to kocha.
-Owszem. Choć była zwiedziona, że ma dwóch synów, którzy wolą grać w futbol i baseball, niż stać się następnym Baryshnikovem (rosyjski tancerz)
-Pewnie ją to zasmuciło.
-Zrekompensowała to sobie poprzez naszą młodszą siostrę, która była zmuszona znieść wszystkie lekcje tańca.
Carrie roześmiała się.
-Też ich nie chciała?
-Och, znosiła je jako dziecko, ale wolała raczej być na zewnątrz, stawiając czoła mnie i mojemu bratu. Jest dosyć nieustępliwa.
Carrie pochyliła się i położyła łokcie na stole.
-Brzmi jakbyś miał niesamowitą rodzinę.
-Bo taka jest. A jaka jest twoja?
Nie był to temat, w który chciała się teraz zagłębiać.
-Och, zupełnie inna niż twoja.
-Opowiedz mi o niej.
Tak, to powinno szybko go odstraszyć.
-Po prostu moja rodzina nie tworzy ciepłego ogniska domowego, jak wydaje się robić twoja.
Zaśmiał się i położył swoją dłoń na jej dłoni.
-Nie każda rodzina jest taka, kochanie. Nie znaczy to, że nie chcę nic wiedzieć o twoim życiu.
Naprawdę, nie chciał wiedzieć o jej życiu i popieprzonym bałaganie, którym była jej rodzina. Na szczęście w tym momencie firma cateringowa wysłała jej sygnał o jakimś problemie. Przyłożyła dłoń do ucha i wstała.
-Muszę iść.
-Jakiś nagły wypadek?
-Tak. Dziękuję za taniec. To była urocza przerwa.
-Wróć, gdy zażegnasz kryzys, z którym musisz się uporać.
-Na pewno, ale w międzyczasie możesz znaleźć inną kobietę, z którą będziesz chciał spędzać czas.
Oparł się na krześle i podniósł szklankę wody, posłał jej spojrzenie, które wywołało gęsią skórkę na jej ramionach.
-Nie, nie znajdę. Będę czekał na ciebie.
Odeszła pospiesznie, rozgrzana przez Zayna Malika. Mógł być niebezpiecznym człowiekiem, gdy poznać go lepiej. Ale zaintrygował ją, a minęło już dużo czasu, odkąd zrobił to jakikolwiek mężczyzna.
Niestety, minęło kilka godzin zanim znowu była wolna. Catering miał problem, gdyż zabrakło mięsa, główny barman miał zatarg z kelnerką, która pokłóciła się ze swoim chłopakiem drogą SMS-ową, po czym zatoneła we łzach, a Carrie musiała odbyć kilka szalonych rozmów telefonicznych, by każdemu przygładzić piórka. Do czasu aż to wszystko załatwiła, musiała też upewnić się, czy nie wybuchł jeszcze jakiś pożar.
W tym czasie przyjęcie przygasło. Wiele osób wyszło, zostało tylko kilkoro zawziętych. Osobisty asystent pana Stokesa zatrzymał ją i powiedział, że pan Stokes był bardzo zadowolony z przyjęcia i w przyszłości chciałby ponownie skorzystać z usług jej firmy. Stłumiła pisk, który cisnął jej się do gardła, spokojnie podziękowała i odpowiedziała, że z przyjemnością się tym zajmie. Miała nadzieję, że poleci ja innym. Jej interes musiał się rozwijać.
Kilka godzin później wszyscy wyszli. Carrie upewniła się, że zespół spakował się, po czym podziękowała im, jak również personelowi baru i cateringu, za tak dobrą pracę.
Gdy wszyscy wyszli, rozejrzała się po pustej sali balowej, nie mogąc opanować uśmiechu. Dokonała tego. Jej pierwsza ważna impreza wypadła doskonale.
 Bolały ją nogi. Opadła na najbliższe krzesło, zrzuciła buty i odkręciła wodę mineralną, którą porwała z baru, zanim go zamknęli. Wzięła długi łyk i westchnęła.
-Myślałem, że nigdy nie wyjdą.
Wyprostowała się i odwróciła, by zobaczyć Zayna przechodzącego obok rzędu pustych stołów.
-Myślałam, że wyszedłeś godziny temu.
Wyciągnął krzesło, ustawił naprzeciwko niej i usiadł, zaskakując ją jak cholera, kiedy chwycił jej nogi i oparł na swoich kolanach.
-Ja i kilku liniowych z ataku, spędziliśmy kilka godzin w pokoju trenera przerabiając ostatni sezon.
-Och, i jak poszło?
Podniósł jedną z jej stóp i zaczął masować. Przygryzła wargę, żeby nie jęczeć, tak cholernie dobre było to uczucie.
-Skończyło się na obwinianiu obrony o utratę mistrzostwa.
Roześmiała się.
-Jakże wygodnie.
Wzruszył ramionami.
-W pokoju koordynatora obrony, to obrona prawdopodobnie obwiniała nas, więc dlaczego nie?
Chciała mu powiedzieć, że brakowało jej go, do tego stopnia, iż spoglądała na niego jakby od niechcenia, gdy spacerowała po sali balowej, ale nie mogła przyznać tego głośno. To brzmiałoby, jakby była zbyt zdesperowana. Przecież ledwo go znała.
Z drugiej strony, jej stopy spoczywały na jego kolanach, a on tak cudownie je masował, że czuła mrowienie sutków i wilgoć w majteczkach. Jak to o niej świadczy?
Cóż, Kalifornia nie byłą jedynym miejscem, w którym przez ostanie kilka lat panowała susza. I była sama w ogromnej sali balowej z pewnym bardzo seksownym mężczyzną z niezwykłymi dłońmi. Zastanawiała się, co jeszcze mógłby nimi zrobić.
-Nie musisz masować moich stóp.
-Widziałem, jak krzywiłaś się z bólu, gdy zrzucałaś buty. I słyszałem twoje westchnienie.
-To była długa noc na bardzo wysokich obcasach - powiedziała ze śmiechem. - Szczerze przyznaję, że jestem typem dziewczyny, która woli niebieskie dżinsy i swoje mieszkanie.
Przechylił głowę na bok.
-Zdecydowanie mógłbym to sobie wyobrazić. W większości, jestem w tym podobny do ciebie.
-Niebieskie dżinsy i mieszkanie?
Zaśmiał się.
-Och, nie. Ale ten smoking mnie dobija.
Rozluźnił krawat i rozpiął dwa górne guziki, wzruszył ramionami w marynarce.
-Teraz trochę lepiej.
-Jeśli zaczniesz się rozbierać, to może powinieneś iść do domu - drażniła się.
-Dlaczego? Nigdy wcześniej nie widziałaś nagiego mężczyzny?
Zakrztusiła się ze śmiechu.
-Nie, to nie to. Ale nie sądzę, żeby to wielkie mauzoleum z salą balową zaoferowało ci prywatność, byś mógł zdjąć wszystko, co chcesz zdjąć?
-A skąd wiesz, ile chcę zdjąć?
Przycisnęła brodę do klatki piersiowej i potrząsnęła głową.
-Kopię sobie coraz głębszy dołek, prawda?
-Czy jest jakieś miejsce, w którym powinnaś teraz być?
Jej głowa podskoczyła, spotkała się z nim wzrokiem.
-Nie. Dlaczego?
-Chodź ze mną.
Postawił jej stopy na podłodze, pochylił się i wziął jej buty, a następnie chwycił swój płaszcz i zarzucił jej na ramiona.
Carrie podążyła za nim do wyjścia z sali balowej.
-Dokąd idziemy? I nie powinnam założyć butów?
-Nie. Nie opuścimy hotelu.
Nacisnął przycisk wzywający windę.
-Masz tutaj pokój?
-Wszyscy mają. Drużyna nie chciała, żeby chłopaki prowadzili w nocy po imprezie. Wiesz, na wypadek, gdyby nadużyli całego tego świetnego alkoholu, który dostarczyłaś.
Weszła, gdy przytrzymał dla niej otwarte drzwi.
-Nie przypominam sobie, żebym widziała, byś pił cokolwiek poza wodą.
Wzruszył ramionami i wcisnął przycisk.
-Nie piję dużo na imprezach takich jak te. Zbyt dużo okazji, by zrobić z siebie idiotę w miejscu publicznym. A media uwielbiają ujęcia graczy, którzy zabalowali trochę za bardzo.
Odwróciła się do niego.
-Wolisz to robić prywatnie, co?
-Ha, ha.
Drzwi windy otworzyły się i poprowadził ją w dół korytarza, wyjmując klucz z kieszeni.
-Wolę tego nie robić w ogóle. Przerobiłem to, kiedy byłem młodszy.
Otworzył drzwi i przytrzymał, dopóki nie weszła. Ponieważ urządzili imprezę w jednym z najlepszych hoteli w San Francisco, pokój był ładny. Naprawdę ładny. Z łazienką i przedpokojem, który musiał prowadzić do sypialni.
Carrie podeszła do okna, pocierając ramiona i spojrzała na zabójczy widok, jakim była panorama miasta.
-Zimno?
Obejrzała się na niego.
-Trochę.
Owinął ją swoją marynarką.
Wsunęła ręce w marynarkę, która była na nią za duża, ale od razu ją rozgrzała. Jego zapach otaczał ją ponownie, dy to zrobiła. Odwróciła się do niego.
-Dziękuję.
-Proszę bardzo.
Jego palce pozostały powyżej klap marynarki. knykcie spoczywały na wzgórkach jej piersi. Mimo że tkanina oddzielała jego dłonie od jej skóry, wciąż czuła tam ich nacisk, a to rozgrzało ją bardziej, niż kiedykolwiek mogłaby zrobić to marynarka.
Jej serce wybijało szybki rytm,a ona zorientowała się, że była w jego pokoju - sama. Ona tego nie robiła, nie podążała ślepo za mężczyzną, którego nie znała, do jego pokoju. Nie łatwo było zauroczyć ją sławą, to nie miało dla niej znaczenia.
Gdzie podział się jej zdrowy rozsądek?

czwartek, 23 stycznia 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 2

Rozdział 2 

 Kiedy Carrie Lincoln wyszła cało z tego popieprzonego zdarzenia, pomyślała, że może być ono najlepszym, co jej się przytrafiło. I to cholernie dobrze, bo mogło przysporzyć jej więcej pracy, a The Right Touch potrzebuje wszystkich zleceń jakie może dostać.
Planowanie wydarzenia, jakim była letnia impreza drużyny San Francisco Sabers, było łutem szczęścia. Asystent właściciela dostał jej wizytówkę od drużynowego planisty, który zwykle to organizował, jednak był już zarezerwowany na dzień, kiedy chcieli urządzić imprezę.
Trzeba było czterech miesięcy prawie nieprzerwanej pracy, ale gdy Carrie odbyła kolejną rundkę dookoła sali balowej, skinęła głową z satysfakcją.
Dokonali tego. Od brokatowych, ale subtelnych dekoracji drużyny NFL do wspaniałego jedzenia przy barze i fantastycznego zespołu. Było doskonale i wszyscy wydawali się świetnie bawić.
Carrie wmieszała się w tłum, a słuchawka dyskretnie ukryta w jej uchu pozwalała na szybkie zażegnanie katastrof, na odpowiedzi na wszelkie pytania, lub uzyskanie pomocy, gdyby ktoś jej potrzebował. Jak dotąd, wszystkie kryzysy były drobiazgami. Monitorowała kącik barowy, sprawdzała catering, by upewnić się, że jedzenie było gorące i obfite oraz kręciła się wokół tłumu. Nikt się nie skarżył, a uśmiechnięte twarze dookoła mówiły jej, że wszyscy skupieni są na tym, na czym powinni się koncentrować - na futbolu i dobrej zabawie - co oznaczało, iż mogła zrobić krok wstecz i po prostu obserwować.
Zespół wymiatał, ludzie tłoczyli się na parkiecie, media były pod nadzorem robiąc zdjęcia gwiazdom z drużyny, trenerzy dawali wywiady, i po raz pierwszy tej nocy Carrie odetchnęła, opierając się o francuskie okna, za którymi ukazywało się piękne miasto.
-Dlaczego nie jesteś tam i nie tańczysz?
Podniosła wzrok na porcję 175 cm wspaniałego mężczyzny w smokingu, który wznosił się przed nią. Czarne włosy, zadziwiająco brązowe oczy; dokładnie wiedziała kim był - Zayn Malik, rozgrywająca gwiazda San Francisco, a jej dzisiejszy wybawca. Była tak roztrzęsiona po tym, jak zgubiła się w piwnicy obiektu, w którym ćwiczyła drużyna, że nawet nie zarejestrowała kim był, dopóki winda nie zawiozła jej na najwyższe piętro. Dobrze, nie tylko roztrzęsiona, ale też trochę onieśmielona. Kto nie byłby, kiedy stajesz twarzą w twarz z półnagim, spoconym, wspaniale umięśnionym przystojniakiem? Dar boży dla kobiety. Dobry Boże, wyglądał seksownie. Niestety, wszystko, co mogła wtedy zrobić, to zapytać o drogę.
Idiotka.
Ale potem jej myśli stanęły w ogniu, a ona zdała sobie sprawę, do kogo mówi.
Zayn Malik. Ten Zayn Malik. Wszyscy, którzy tu mieszkali wiedzieli kim jest. Wszyscy, którzy oglądali futbol znali go, bez względu na miejsce zamieszkania. Jego popularność zagwarantowała mu udział w reklamach każdej telewizji w Ameryce, za granicą prawdopodobnie też. Zachwalał różne produkty, od dezodorantów do elektronarzędzi. Był ikoną amerykańskiego marzenia o sukcesie. I cholernie dobrze wyglądał.
-Spotkaliśmy się dziś rano. - powiedział.
-Tak, spotkaliśmy się. I jeszcze raz dziękuje za wskazówki dotyczące biura.
-Proszę bardzo. Cóż, jesteś tutaj gościem?
Posłała mu uśmiech.
-Nie. Nie jestem gościem.
Wygiął brew.
-Wśliznęłaś się bez zaproszenia, co?
Roześmiała się.
-Nie, jestem organizatorką imprez.
-To prawda? Odwaliłaś niezłą robotę.
Och, zaczęło się robić ciepło.
-Dziękuję. Cieszę się, że tak myślisz.
-Może nie wiem wiele o organizowaniu balu, ale lubię jeść, a jedzenie było dobre. Jest mnóstwo firmowego alkoholu, a zespół wymiata.
No dobra, policzki aż bolą ją od ciągłego uśmiechu.
-Dziękuje ponownie.
Gdyby tylko powiedział te wszystkie słowa Markowi Stokesowi, właścicielowi drużyny. Zaszłaby dalej w kierunku cementowania jej przyszłości.
-Kiedy kończysz pracę?
Odchyliła głowę do tyłu i zmarszczyła brwi. Czy on do niej uderza? Spojrzała na tłum, który aż oślepiał tymi wszystkimi oszałamiająco pięknymi kobietami znajdującymi się w pomieszczeniu, z których wiele miało oczy skierowane na Zayna. Z pewnością Carrie niewłaściwie zrozumiała jego grzeczność, biorąc ją za coś innego.
-Zostaje dopóki ostatnia osoba nie pójdzie do domu.
Zaśmiał się, a ciemny ochrypły głos wysłał impuls w dół jej kręgosłupa.
-Kochanie, w takim razie możesz spędzić tutaj całą noc. Ci faceci nie wiedzą, kiedy zakończyć przyjęcie.
Tego się spodziewała, dlatego też powiedziała w hotelu, że chcą pokoju na całą noc i gwarantowanych nadgodzin dla zespołu oraz dodatkowy personel przy cateringu i przy barze.
-Robię to, co musi być zrobione.
-I dobrze przy tym wyglądasz. Jak to się stało, że nie nosisz jednego z tych strojów kamerdynera lub białego fartuszka?
-Jestem po prostu organizatorką przyjęć. Wszyscy inni wykonują prawdziwą pracę.
-Więc masz się ładnie ubrać, nadzorować i upewnić się, że każda gra zakończy się bez partaczenia.
-Coś w tym rodzaju.
-I dobrze wyglądać na wypadek, gdyby ktoś chciał z tobą porozmawiać na temat rezerwacji imprezy.
-Jesteś spostrzegawczy, czyż nie?
-A mówią, że futboliści są głupi.
Lubiła tego faceta. Był zabawny i inteligentny, jednak nadal nie rozumiała, dlaczego rozmawiał właśnie z nią, kiedy była tutaj cała śmietanka towarzyska.
-Chyba powinnam iść dalej - powiedziała
-Ktoś przywołuje cię przez słuchawkę albo woła o pomoc?
-Cóż... nie.
Rozejrzał się po sali balowej.
-Coś się gdzieś pali lub jakiś bardzo nerwowy szef kuchni potrzebuje Valium?
-Nie.
Ruszył ku niej i wziął ją za rękę, następnie położył ją na swoim ramieniu.
-W takim razie tak naprawdę nie musisz iść, prawda?
-Chyba nie.
-Dobrze. Jestem Zayn Malik.
-Carrie Lincoln.
-Miło cię poznać, Carrie Lincoln.
Poprowadził ją z dala od tłumu, poza salę balową.
-Naprawdę powinnam...
-Masz węzeł łączności w uchu. Jeśli coś wyskoczy, ktoś będzie krzyczał. A twoim zadaniem jest upewnić się, że goście są zadowoleni, prawda?
-Tak.
-Jestem gościem i chciałbym, do diabła, wyjść z tej sali balowej i porozmawiać. Co oznacza, że wykonujesz swoją pracę i upewniasz się, że jestem zadowolony.
To prawda, ale z jakiegoś powodu czuła się jakby właśnie została zaskoczona przez liniowego (zawodnik linii obrony w futbolu).
I kto teraz myśli w kategoriach futbolowych?
Posadził ją na jednej z wyściełanych ławek w zewnętrznym lobby, poza salą balową. Musiałą przyznać, że z dala od zgiełku panował błogi spokój. I och, dlaczego nie miałaby zdjąć na chwilę wysokich obcasów. Elegancki wygląda był konieczny, nawet jeśli bolesny.
-Dlaczego nie jesteś w środku imprezy wraz z kolegami z drużyny?
Wzruszył ramionami.
-Potrzebowałem przerwy.
-Potrzebujesz przerwy od tej niesamowitej imprezy, którą zorganizowałam?
-Twoja impreza jest w porządku - powiedział, odchylając się do tyłu i opierając rękę z tyłu na ławce. - Po prostu nie jestem typem imprezowego faceta. Stanie i udzielanie się towarzysko, to nie moja rzecz.
-A jednak widzę cię w czasopismach, na prawie każdej dużej imprezie w Nowym Jorku, Los Angeles i tutaj w San Francisco. W samym centrum tego wszystkiego, zwykle z kilkoma pięknymi kobietami tuż obok ciebie.
Jego usta wygięły się w porażająco seksownym uśmiechu, który sprawił, że poczuła drżenie w środku.
-To tylko PR (piar), kochanie.
-Aha. Nie to piszą brukowce.
Czuła jego ramię ponownie dotykające jej pleców. Bardzo niepokojące.
-Nie powiesz mi, że kupujesz te szmatławce.
-Nie powiesz mi, że wszystkie te kobiety, z którymi się spotykałeś w ciągu tych lat były tylko ślicznotkami i niczym więcej.
-Dobra, masz mnie. Ale nigdy nie byłem poważnie zaangażowany z żadną z nich.
-Więc mówisz, że jesteś męską dziwką?
Zakrztusił się śmiechem.
-Wow. Nie odpuszczasz, prawda?
Uśmiechnęła się do niego.
-Wystarczy do nich zadzwonić.
-Nie wiesz we wszystko, co zobaczysz w telewizji i co przeczytasz w gazetach. To nie jestem ja.
-Naprawdę. A jaki jesteś?
-Spotkaj się ze mną, gdy to się skończy, a może się dowiesz.

środa, 22 stycznia 2014

The Perfect Play - Zayn Malik 1

Rozdział 1

Pot spływał z twarzy i ramion Zayna Malika. Trening, który właśnie przetrwał, skopał mu tyłek. Oparł się o ścianę szatni, ale cegły ani lodowata woda na jego rękach wcale nie pomogły obniżyć temperatury ciała. Był rozpalony i spocony, uderzył i ziemię tyle razy, że prawdopodobnie zjadł połowę brudu z boiska.
Był wyczerpany i nie miał cholernego nastroju na wieczorną imprezę. To, co naprawdę chciał zrobić, to wziać zimny prysznic, iść do domu i zamówić pizzę. Zamiast tego musi założyć smoking, uśmiechać się i trzymać się w sali balowej z resztą swojej drużyny San Francisco Sabers z Narodowej Ligii Futbolowej. Będą tam fotografowie, kamery telewizyjne i zapewne horda kobiet czekających na niego.
Lata temu, to mogłaby być atrakcja nocy.
Nigdy więcej.
Kiedy stał się taki zmęczony tym wszystkim? Do diabła, kiedy stał się stary?
Zdjął koszulkę i rzucił ją na podłogę, ściągnął ochraniacz, odetchnął z ulgą, po czym chwycił ręcznik i wytarł pot z twarzy. Rozsznurował spodnie, opróżnił wodę z dzbanka i poszedł napełnić go ponownie.
Wtedy usłyszał głos na zewnątrz szatni. Kobiecy głos.
Co robiła kobieta tutaj na dole? Otworzył drzwi i zobaczył wspaniałą blondynkę stojącą kilka stóp dalej w holu, obracającą się wkoło i mamroczącą do siebie. To dopiero był widok, ona w tej biznesowej spódnicy do kolan, wysokich obcasach odsłaniających jej niesamowite nogi, w śnieżno białej bluzce i z upiętymi włosami.
Cała sztywna i taka właściwa, sprawiała, że miał brudne myśli o pognieceniu tej jej śnieżno białej koszuli.
-Powinnam była skręcić w lew. Wiem, że to miało być w lewo. Jakby nie było, teraz zgubię się w tej jaskini i zostanę zwolniona.
Znowu oparł się o drzwi, kiedy ona patrzyła w dół długiego korytarza, postukiwała tym swoim butem na wysokim obcasie i mamrotała coś jeszcze.
-Tak w ogóle, gdzie do cholery jest biuro? Nie może przecież znajdować się w cholernej piwnicy tego budynku.
-Nie, to nie tutaj.
Odwróciła się, najwyraźniej zakłopotana tym, że dała przyłapać się na mówieniu do siebie. Jej oczy rozszerzyły się na ułamek sekundy, po czym ruszyła w jego kierunku.
-Och. Dzięki Bogu. Żyjąca istota ludzka. Możesz mi pomóc? Zgubiłam się.
-Jasne. Szukasz biura?
-Tak
Zatrzymała się przed nim, i pachniała tak cholernie dobrze - jak wiosna i ciasteczka, czy coś, że był zakłopotany, bo on pewnie nie pachniał jak coś pociągającego.
-Skręć w prawo, potem pierwszym korytarzem w lewo. Znajdziesz windy. Wciśnij przycisk na najwyższe piętro. Gdy wysiądziesz, ponownie skręć w lewo i idź do końca korytarza. Tam mieści się biuro.
Przyglądała mu się przez chwilę, a następnie posłała mu szeroki uśmiech.
-Jesteś moim bohaterem. Bałam się, że będę tu zagubiona na zawsze i nigdy nie dostanę tych podpisanych umów. Muszę lecieć. Dziękuję!
Odwróciła się i praktycznie pobiegła korytarzem, choć to, jak mogła biec w tych butach, było czymś, czego nigdy nie zrozumie o kobietach.
Na pewno, była piękna, ale nie w ten sposób, do którego był przyzwyczajony. Nie była przesadnie umalowana, więc jej piękno było naturalne. Nie był to ten rodzaj kobiety, który zazwyczaj preferował. Może to było to, co mu się w niej podobało.
A on nawet nie przejmował się tym, żeby się przedstawić. Albo zapytać o imię.
Szkoda, bo mógłby przysiąc, że między nimi mogłoby zaiskrzyć.
Chociaż z drugiej strony, może to było tylko jego wyobrażenie. Mógł po prostu potrzebować strumienia zimnej wody, by obniżyć temperaturę ciała. Panował dziś zbyt duży upał.
Wrócił do środka, chwycił ręcznik i udał się pod prysznic.